Lalkowanie po poznańsku :)

Lalkowanie grupoowe…to nowy termin w słowniku języka polskiego, oznaczający spotkanie osób rozmawiających i macających i fotografujących lalki swoje i będące własnością uczestników spotkania 😉 rozmowa oczywiście dotyczy w 80% – lalek…

….taka definicja przychodzi mi do głowy. A Wam? Co oznacza dla Was lalkowanie grupowe? Bo samotnicze – to jeszcze – repaint, reroot, obszywanie, obfocenie, hihihhi i inne czynności związane z obsługą lalek 🙂

I takie właśnie lalkowanie grupowe miało miejsce 18 stycznia w Poznaniu. Zaczęło się niewinnie  – w klimatycznych wnętrzach Zielonej Werandy spotkały się: Stary Zgred, borze, Kolibo, Anerian, Arszenikk, Usagi, Dia i ja. Na wielkim stole rozłożyłyśmy swoje skarby. Przekrój był niesamowity – od moich zwykłych barbiochów i Skipperek, przez Monster High, inne lalki widoczne na zdjęciach, o których istnieniu nie miałam pojęcia, aż po Blythe (którą kojarzę ;))  i duże lalki artykułowane, np. Rexy. O niej tez niewiele wiedziałam, ale wpadła mi dziewczyna w oko 😉 W sumie dla każdego oka coś miłego. Było bardzo sympatycznie, dowiedziałam się jak uratować pogryzione dłonie lalki (i działa !!!!), oglądałyśmy nawzajem przyniesione cuda  i  tak spędziłyśmy kilka godzin. Później ja musiałam opuścić dziewczęta…ale one doskonale bawiły się dalej. Mam nadzieję, że to nie ostatnie spotkanie w takim gronie – niedługo pewnie znów się zobaczymy 🙂

Poniżej nasze skarby 🙂

DSC_5969-korekta

DSC_5970

DSC_5973

DSC_5974-korekta

DSC_5975

DSC_5976-korekta

DSC_5978

DSC_5985

DSC_5986

DSC_5988

DSC_5989

DSC_5992-korekta

DSC_5993-korekta

DSC_5998

Wszystko naraz ;)

No tak, frustracja mnie naszła wielka, więc zanim przejdę do rzeczy, to sobie nieco ponarzekam (niezainteresowanych powyższym proszę o przejście do next akapitu 😉 ) Otóż zacznę od tego, ze bardzo lubię swojego bloga robić – tzn. pisać. I mam mnóstwo tematów zapisanych do zredagowania. Ciągle oczywiście dochodzą nowe pomysły…i tak wkoło. I moja frustracja wynika z braku czasu na zrealizowanie tematów z karteczki i tych z głowy. W rezultacie mam bałagan na blogu i zszargane nerwy 😉 Bo za każdym razem kiedy sobie obiecam że „dziś coś napiszę” to: albo jestem przeziębiona…albo muszę coś innego robić…albo coś tam jeszcze…jezuuuuu. Dobra, okej. Wylałam żal do czasu, że nie składa się doba z 36 godzin (ale byłby luksus) i do siebie samej że nie umiem spać po 4 godziny na dobę i funkcjonować normalnie 😉 (niestety niemożliwe – sprawdzałam 🙂 ) W związku z powyższym dzisiejszy wpis powinien dotyczyć super spotkania lalkowego, które odbyło się u nas w Pozen w zeszłą sobotę – 18 stycznia – i było naprawdę fajne. Ale ponieważ przed spotkaniem wydarzyło się trochę innych okoliczności lalkowych, to relację ze spotkania odkładam na next wpis, a teraz będzie o czym innym 🙂

Zacznę od opowieści z Monsterowa. Otóż wioska cieszy się ogromnym powodzeniem i przybywa do niej coraz więcej Upiorków. Od ostatniego wpisu dojechały na stałe trzy miłe panny, w tym młodsza siostra właścicielki baru. Poza tym Clawdeen, czyli wspomniana właścicielka baru – oddala Cleo jej firmowe ciuchy i …zamiast wrócić do barowej kiecki…buchnęła bezczelnie niedzielną kieckę Draculaurze…co za brak klasy 😉 Ghoulia natomiast dostała na Gwiazdkę piękny zestaw ubranek i  podzieliła się nim z nowo przybyłą do Monsterowa – Robeccą Steam. Musiała się podzielić, bo Robecca w piżamie wysiadła z pociągu… i nie pamięta dlaczego… Natomiast trzecim nabytkiem Upiornej wioski jest Jinafire Long, córka Smoka Chińskiego. Przyjechała w swoim własnym stroju 😉 Tyle wieści. Czas na konkret graficzny:

DSC_6055

Od lewej: Jinafire Long, seria Scaris (Wyprawa do Upioryża); Robecca Steam, seria Dead Tired część III i Howleen Wolf, seria 13 życzeń. Robecca w sukience z zestawu podwójnego dla Ghoulii i futrzanej kamizelce Abbey. Howleen 13 życzeń jest drugą lalką Mattela o tym headmoldzie. I o wiele bardziej dopracowaną. Bogatszą w dodatki, kolorowy makijaż i ciekawy strój. Ma dziwne dłonie, takie z przykurczem 😉 Bardzo pozytywnie zaskakuje też Robecca z piżamowej serii. Ma gęste, pięknie błyszczące włosy i przyjemny dla oka makijaż. Mamy w domu Lagoonę z tej samej serii i muszę powiedzieć, że bieda aż piszczy w ilości włosów i jakości wykonania plastikowych kończyn. Włosy – dosłownie mysi ogonek. A Robeccę zrobiono całkiem przyzwoicie, dla odmiany.

DSC_6058A poniżej moje ukochane kapciochy 😉 tym razem w wersji robotowej:

DSC_6063 A tutaj Howleen:

DSC_6062

I córka Smoka: (zwróćcie uwagę na kosmiczne buty:))

DSC_6061

DSC_6059

A tutaj sielanka: powitanie młodszej siostry przez Clawdeen, szczęśliwa Cleo w pudełkowym stroju…

DSC_6067

…i Rochelle, która zrzuciła ciasną kieckę na rzecz bardziej luźnego i wygodnego stroju 🙂 przy okazji – na lotnisku odnalazła się jej walizka, zagubiona podczas podróży z Upioryża 🙂

DSC_6072

A teraz, zgodnie z dzisiejszym tytułem – reszta lalkowej twórczości. Otóż po tym spotkaniu, o którym będzie w next wpisie naszło mnie na zeszycie – przerobienie starej sukienki ślubnej, która od dłuższego czasu leżała w pudełku z ubrankami. Popatrzywszy na moje barbiochy, od razu wpadła mi w oko modelka, która idealnie oddaje ducha panny młodej 🙂 Do zestawu dostała kolczyki Dziecka i białą wstążkę do włosów:

ballerina-panorama

DSC_6033

DSC_6034Wdzięcznie pozuje My First Barbie – Ballerina 🙂

I na koniec – coś, co chcę pokazać, ale od razu zastrzegam – nie podoba mi się 😉 Dziecko mnie zawiodło…ja tutaj się dwoję i troję, żeby wyrobić jej gust lalkowy…podsyłam piękności różnorakie…a ona mi taki zawód sprawia…;) hihihi zażyczyła sobie MLP Rarity Equestria Girls! Myślałam, że się przewrócę w sklepie, ale po długim oglądaniu wybrałyśmy chyba najładniejszą, o ile w przypadku tych lalek o ładności w ogóle można mówić (ale to już tylko moje prywatne zdanie). Oceniajcie sami:

DSC_6068

DSC_6069

DSC_6071

Pojechali po bandzie z tymi butami… Nie dosyć, że za wielkie w stosunku do ciałka, to jeszcze lalka stóp nie ma. Jakie było zdziwienie Dziecka jak to zobaczyła, hihihi Bardzo zachęcający widok 😉 Reszta szczegółów lalki – bez komentarza 😉

Do następnego razu 😀

Rochelle. I Cleo „z de Najlów” ;)

Uwielbiam ten tekst. A chodzi o wypowiedź Cleo de Nile w filmie „13 życzeń”. W pewnym momencie, kiedy Twyla próbuje powiedzieć Cleo, ze popularność nie jest najważniejsza na świecie, Cleo obmyśla plan jakby tu powtórnie dać się zauważyć społeczności Straszyceum i odzyskać Deuca (dlaczego straciła popularność i nie jest chwilowo z Deucem – obejrzycie sami w filmie ;)) i przerywa jej w połowie zdania mówiąc dobitnie: „Ja jestem z de Nilów i….” i tu następuje dramatyczny monolog, z którego wynika, że nikt jej nie odbierze miana najbardziej popularnej osoby w Monster High 🙂

To tyle w kwestii wyjaśnienia. Ponieważ dojechała do nas już Cleo w piżamie, kapciach i osobie własnej (aha i jeszcze w opasce na oczy – też dojechała 😉 ) a Rochelle wyjęta z pudełka już całkiem się zadomowiła w Monsterowie, to czas najwyższy na małą prezentacyjkę.

DSC_5912

DSC_5913

Tak  – obydwie lalki to Monster High 🙂 różnią się, prawda? 😉

DSC_5916

To jest Cleo de Nile z serii Dead Tired – pierwsza edycja. Poza nią, Mattel wypuścił wtedy na rynek jeszcze Draculaurę, Frankie Stein i Ghoulię Yelps. Wszystkie piżamy w pierwszej serii były takie jak Cleo – spodnie o długości 3/4 i top. No i te legendarne kapcie 😀 u Cleo mają postać węży w koronie. Sama lalka jest prześliczna, nie przemalowana, ma delikatną buźkę, pasującą do wszystkich ubranek i jako jedyna Cleo nie ma grzywki. Dwa długie pasma na środku głowy, zaczesane są do tyłu i przypięte plastikowymi spinaczami na stałe. Poza tym włosy są długie, proste, ciężkie i geste. To chyba cecha charakterystyczna starszych serii Monster High – wysoka jakość wykonania lalek. Cleo posiada oprócz szczotki i stojaka – kartę ze swoim wizerunkiem i lampkę nocną, widoczną na zdjęciu, którą można złożyć. Po złożeniu wygląda jak mała piramida. Po rozłożeniu – świeci w ciemności (naprawdę, sprawdziłyśmy ;))

A teraz Rochelle Goyle, wspomniana w poprzednim poście. Wtedy stała grzecznie  w pudełku. Niestety wpływ pozostałych mieszkanek Monsterowa sprawił, ze zaczęła rozrabiać jak one wszystkie 😉

DSC_5921

Córka Gargulca ma wspaniałe włosy. Różowe, z turkusowymi pasmami, spięte w grubą kitę. Po objętości kity widać, ze jest ich tam naprawdę sporo 🙂 Sukienka uszyta jest z płótna, nie naciąga się, co sprawia, że lalkę ciężko posadzić – spódnicę ma za ciasną 😉 Z kolei rajstopki są nylonowe, idealnie uszyte i śliczne. Do nich pasują różowe butki, misternie zdobione.

DSC_5924

A tymczasem…zanim dojechała Cleo, dojechało najpierw jej ubranko z I serii. I zamiast bezczynnie leżeć i czekać na panią, zostało wykorzystane przez Dziecko do ubrania Clawdeen. Nasza Klaudyna nie była przebierana od nowości, czyli już dłuższy czas. I trafił jej się naprawdę stylowy ciuch, pasujący co jej ciemnej karnacji 🙂

DSC_5925

A co na to Cleo?

DSC_5928

Cleo: „O mój Ra!!! Nie patrzę na to!!!! Moje królewskie oczy tego nie zniosą!”

Clawdeen: „Oj tam, Cleo nie przesadzaj – czyż nie wyglądam jak rodowita Egipcjanka?”

DSC_5931

Cleo: „Słuchaj Clawdeen, musisz mi oddać moje ciuchy! Jak ja mam paradować po Monsterowie w PIŻAMIE?”

Clawdeen (zasępiona): „Hmmm. yyyy….no w sumie to chyba masz rację”

DSC_5932

Dziewczyny się dogadały. W następnym wpisie Cleo nie będzie paradować w piżamie, a Clawdeen wróci do barowej kiecki 😉

DSC_5935

Rochelle: „Yyyyyy, czuję się tak jakoś BLADO przy Was… 😉 „

A tym czasem w Monsterowie…

…dzieje się ostatnio całkiem sporo 🙂

Za sprawą Dziecka mego najukochańszego nie brakuje mi ani wrażeń w życiu ani lalek Monster High. W naszym Monsterowie „fun pack” dziewczyn rozrabia, przebiera się, odgrywa scenki i relaksuje w lokalnym barze na półce numer 3 🙂 Wczoraj z kolei przyjechała do nas Rochelle Goyle. Całkiem przypadkiem ją kupiłyśmy 😉 w trzecim markecie z kolei…po burzliwych dyskusjach przy półkach którą wziąć…po przeszukaniu wszystkich monsterowych półek w każdym sklepie (czy aby z tyłu ktoś nie schował jakiegoś okazu ;)) Promocje przedświąteczne w marketach są cudowne! Takich przecen dawno nie widziałam, można przebierać do woli byleby nie w ostatnim dniu promocji, bo wtedy wiadomo, że najrzadszych okazów już nie ma. W każdym razie Dziecko długo w sklepie zastanawiało się między Rochelle i Jinafire z serii Scaris oraz piżamowa Robeccą (te kapcie są bezbłędne, kto nie widział, niech poszuka w necie serii Monster High –  Dead Tired…ubaw po pachy :))

Nowy nabytek wygląda tak:

DSC_5908

Rochelle jest śliczna, ma odczepiane skrzydła – (córka gargulca musi mieć skrzydła) i te rajstopki…..są boskie! Jak już Dziecko się nacieszy, to zrobię Francuzeczce close-up i pokażę wszystkie śliczne szczegóły. Aha – w otwieranej walizce, która ma prawdziwe ruchome kółka ze znaczkiem MH – idealnie mieści się beretka Rochelle 🙂

A tutaj nasz wyżej wspomniany „fun pack” z Monsterowa 🙂

DSC_5894

I również wspomniany już relaks w barze (kawowym oczywiście). Clawdeen cierpliwie zajmuje się wymagającą klientelą, podczas gdy współwłaścicielka baru – Frankie jak zwykle się obija, siedząc pod ścianą …;)

DSC_5886

„…Tak, tak, proszę – już podaję – specjalność baru – ciasto gąsienicowe z polewą mózgową dla Ghoulii i buraczany drink dla Draculaury 😉

DSC_5889

„…no halo halo! Co tak długo? czekamy tu całe wieki!!”

DSC_5888

Jak ja je wszystkie lubię! 🙂 A w drodze już mknie do nas Cleo…wreszcie będziemy mieć pełny skład podstawowy Straszyciółek. Oczywiście Dziecko chciało… żeby nie było 😉

Wielkanocne żniwa…

…ponieważ należy bezwzględnie łączyć przyjemne z pożytecznym, tam, gdzie się to tylko da – Zając w tym roku przykicał z dwiema Monsterkami i trzema ubrankami…Radości było co niemiara…nie wiadomo w sumie dla kogo bardziej 😉

W rezultacie Draculaura zyskała wreszcie kumpele ze szkolnej ławki w osobach Abbey i Ghoulii. Ta pierwsza pochodzi z serii „na rolkach” lub też „rolkowej” 😉 a druga: „Zwiedzanie Upioryża”. Oprócz laleczek są trzy ubranka – dla Draculaury jedno (pokazane w poprzednim wpisie o Draculaurze) i dwa dla Abbey. Z jednym nie było problemu, drugie natomiast musiało ocean przepłynąć , żeby do nas dojechać, ale czego się nie robi, jeśli dziecko chce koniecznie dla swojej lalki „łyżwy na obcasach, te, które widziało gdzieś tam”. Po paru dniach zabawy w przebieranki, panny pozamieniały się częściami ubranek i efekt wygląda następująco:

DSC_5514

One są naprawdę ładne…nigdy bym nie przypuszczała że tak mi się spodobają 🙂

DSC_5513

Od lewej siedzą: Draculaura, Abbey i Ghoulia 🙂

„…Mamusiu, ona jest taka RÓŻOWIASTA…”

…powiedziała któregoś dnia Liwia, patrząc na podobiznę Draculaury, widniejącą na kartoniku napoju dla dzieci. Mało nie pękłam ze śmiechu, bo używałam wcześniej tego słowa nieco pogardliwie określając wszystko, co było zbyt różowe. Od tamtego dnia, słowo „różowiasta” zostało zarezerwowane dla Draculaury i oczywiście straciło w moich uszach ten nieco pogardliwy wydźwięk, stając się słowem po prostu pociesznym 🙂 A piszę cały ten wstęp po to, żeby zaprezentować nową mieszkankę naszego domu. Na pewno nikt z Was nie domyśla się o kogo chodzi…;)

Jakiś czas temu pisałam, że Monsterki nie są dla małych dzieci i cały czas tak uważam. Nie na darmo na pudle widnieje napis „6+”. Szkielecik jest delikatny, rączki w nadgarstkach tak cienkie, że przy ustawianiu lalki w konkretna pozę, mam wrażenie że coś odpadnie 😉 Ale artykulację ma genialną. Jeśli jest nowa, stawy chodzą nieco opornie, więc łatwo się lalkę ustawia i po ustawieniu nie wygina się sama. Miałam porównanie z Monsterkami nieco już „wybawionymi” i wiem, że po jakimś czasie kończyny zaczynają żyć swoim życiem 😉 Podobnie jest z Fashionistkami (mamy w domu jedną i od początku wszystko jej się rusza samo i we wszystkie strony bez wyraźnej przyczyny ;/ ciężka sprawa).

Ale, odbiegłam nieco od tematu Draculaury…Muszę jakoś usprawiedliwić moją niekonsekwencję. Obiecałam Dziecku, że pierwszą Monsterkę dostanie jak pójdzie do szkoły, czyli za rok…Ale od dobrego pół roku byłam męczona prawie codziennie prośbami, do tego Dziecko wiedziało którą chce pierwszą (różowiastą oczywiście ;)), oglądało codziennie odcinki serialu, znało: imiona, ulubione kolory, koneksje rodzinne i przyjacielskie wszystkich bohaterów…więc jak mogłam czekać jeszcze rok?? Dla świętego spokoju i żeby zobaczyć ten niepowtarzalny wyraz twarzy 😉 pojechałam z Dzieckiem wybrać lalkę. Wybór był spory, Liwia wybierała dobre 15 minut…zdążyłam się ugotować w kurtce 😉 Ostatecznie do naszego domu przyjechała Draculaura Picture Day.

DSC_5430

Niestety nie miałam nawet możliwości zrobienia fotki pudełka, gdyż zostało porwane i obróciło się w puch po paru minutach…W zestawie z lalką oprócz prezentowanych na zdjęciu: torebki i teczki szkolnej, był czarny stojak i tego samego koloru szczotka do włosów oczywiście w kształcie trupiej czachy, a jakże. Ubranko naszej wegetariańskiej wampirzyczki składa się z bluzeczki zapinanej z tyłu na rzep i spódnicy wciąganej, na gumce. Całość bardzo wygodna do ubierania dla dziecka. Buty są super 😉 jak zresztą wszystkie buty Monsterek – są wysokie, ażurowe i czego nie widać dokładnie na zdjęciach – mają z boku klamerki z białych czaszek, hihihi to samo z kolczykami – też na różowym tle widnieją białe czaszki i pod spodem kości – rysunek dokładnie skopiowany z tabliczek informujących o wysokim napięciu 😉

DSC_5484

Draculaury nie da się nie lubić. Jest różowiasto-czarna, ma wystające wampirze kły, wielkie oczy i tak się słodziarsko garbi, to znaczy ma tak zrobione ciałko, że głowa wysunięta jest nieco do przodu. Całość wygląda przekomicznie 🙂 A że dziewczyna musi mieć w co się ubrać, w szafie czeka schowane na następną okazję ubranko:

DSC_5482

…które wdzięcznie pokazuje nam Draculaura swoją upiorną rączką, wymachując sobie chudymi nóżkami w wielkich, czarnych butkach:

DSC_5483

… 😉

DSC_5486

Ps. nawet na opasce do włosów jest czacha…:D

%d blogerów lubi to: