Lalkowanie po poznańsku…pierwsze w 2016

Kawiarnia „U Przyjaciół” gościła nas i nasze lalki ponownie 🙂

Tym razem spotkałyśmy się we trzy: Madzia Kolibo, Agatka i jej córcia, no i ja 🙂 objuczona z dwóch stron – z jednej wielka tyrba (tak tak – tyrba a w niej tyrt, kto oglądał „Allo Allo” ten wie o co chodzi, reszta niech żałuje i obejrzy ;)) z aparatem, w drugiej siata z pudełkami lalek i akcesoriów, w trzeciej…nie nie, w trzeciej nic nie trzymałam, luźno zwisała…hihihihi torebkę miałam przewieszoną przez kurtkę i tak dreptałam kawał od parkingu, ale dodreptałam.

Lalki przyniosłyśmy różne. Agata szyje, więc miałam okazję podziwiać jej rękodzieło – a jest co. Przepiękne torebki dla lalek na poniższych fotkach – to jej dzieło. Sukienka dla Fleurki też. Agata ma swoje Fleurki, czego bardzo jej zazdroszczę 🙂 Lenka, jej córcia przyniosła swoje lale też i mogłam na żywo obejrzeć Jollinę Ballerinę. Niezwykła lalka. A tak prezentował się nasz zbiorek:

DSC_0171Jak widać, z każdego gatunku po jednej. Torba z zielonym smokiem to dzieło Agaty. Prześliczna 🙂

DSC_0172Fioletowa torba na kolanach Fleur Aerobic to też dzieło Agaty 🙂

DSC_0165Od góry – Jollina, Teresa i Moxie.

DSC_0176Po prawej Fleur z lat 80-tych ubiegłego wieku 😉 po lewej „czasy współczesne” – z cyklu „Zmiany w wyglądzie zabawek dzieci polskich na przestrzeni wieków”. Wystawa taka 😉

DSC_0179

DSC_0181Monster High Lagoona Blue – córka potwora morskiego i Ever After High Ashlynn Ella – córka Kopciuszka. Obydwie Madzi Kolibo. Kuzynki takie prawie 🙂

Tak naprawdę EAH wypierają Monsterki…dla mnie szkoda, przywykłam do nich. Sama widzę ten proces – w sklepach chociażby. Coraz mniej Monsterek na półkach, a coraz więcej EAH. Chyba mam w domu przyszłe unikaty 🙂

DSC_0182Teresa „Modne Przyjaciółki”, też przyniesiona przez Madzię. Wyjątkowo piękna lalka. O ciepłej, miłej, lalkowej buzi. Jestem wybredna i bardzo krytyczna, jeśli chodzi o jakiekolwiek moldy poza Superstar. Ale ta Teresa urzeka – przynajmniej na żywo. Jestem nawet w stanie wybaczyć jej 100%-owe plastikowe ciało. Brrr 😉

Dziękuję Dziewczynom za bardzo miłe spotkanie – do następnego razu 🙂

Reklamy

Headmold Steffie, czyli historia uczuć mieszanych, zakończona happy-end’em.

Bo z tą Stefą to było tak…

Prawie wszyscy się zachwycają. Niby ja też. Ale w sumie to zależy kiedy 😉 Podobały mi się zawsze te z początku lat 80-tych Steffie, te będące „hispanic” i AA i np. panna młoda o imieniu Tracy (#4103 Tracy Bride). Ale te późniejsze już niekoniecznie. I tak sobie trwałam w tym stanie między chęcią i niechęcią, zastanawiając się czy w ogóle nabyć Steffie. Aż pewnego dnia z pomocą przyszło nieocenione Dziecko i wątpliwości rozwiały się same 🙂

Czy pisałam już, że uwielbiam Carrefour’a? za ceny lalek? nigdy mnie nie zawiedli – czy chodziło o Monsterki, czy o barbiochy, co jakiś czas mają takie wyprzedaże, że „głupotą byłoby nie kupić” 😉 Jakoś w okolicach 1 stycznia nawiedziłam stoisko z lalkami, przeglądając co jest na rzeczy. Trafiłam wtedy na serię kolekcjonerską black label: The Barbie Look City Shine.

steffie-karton-pokazlalek

Wszystkie cztery lalki są śliczne. Każdą chciałam mieć. Ale kiedy policzyłam cenę jednostkową razy cztery 😉 to odłożyłam na półkę tą, którą akurat trzymałam, bo mimo, że przecena to i tak portfel nadwątlony po sylwestrowych szaleństwach był. Ze stoickim spokojem („jestem wielkim kwiatem lotosu” ;)) powiedziałam w duchu że „następnym razem” i „może na allegro taniej będzie” (taaaa jasne ;)) a w marzeniach szklaną półeczkę zobaczyłam w moim domku, a na niej wszystkie cztery panny…każda na swoim stojaczku oczywiście. W sklepie przyjrzałam się lalkom – są po prostu piękne. Mają wprawione gęste rzęsy, ręcznie umalowane buzie, dopracowane stroje, buty.

Wkrótce zapomniałam o całej historii, ale niedawno znowu pojechałam do Carrefoura z dzieckiem po zwykłe zakupy. I znowu zaliczenie półki z lalkami: gmeramy, komentujemy i …nagle wzrok mój pada na znajome kartoniki. Pokazuję Córce pierwszą z kolekcji – Barbie bob mackie, sięgając jednocześnie w głąb półki po inne panny – żeby pokazać wszystkie. Została ostatnia Stefa. I moje Dziecko ją zobaczyło i mało się nie zakrztusiła własną śliną z wrażenia 😉 a jej oczy zaczęły wyglądać jak piłeczki: „Mamoooo Mamoooo jaka śliczna!!!!!!!!!!!!!!! Ja taką chcę na urodziny…mamo” itd… Lament w sklepie. Uśmiałam się, bo rzeczywiście ta Steffie jest niesamowita. Nigdy nie wspominałam Dziecku o tym, że to taki stary i zasłużony dla Mattela headmold. Że była wieloma postaciami od 1971 roku i że od tylu lat inni też się nią zachwycają. Liwia prostu spojrzała… i wpadła jak śliwka w kompot 🙂 Ma Dziecko oko i dobry gust.

Tak więc żeby życzenie spełnić, zakamuflowałam lalkę najgłębiej ja się dało na półce, a następnego dnia rano pojechałam i kupiłam. Stefa na razie do szafy powędrowała, żeby do maja dotrwać i stać się prezentem urodzinowym odpakowanym z dzikim piskiem rano po obudzeniu. Nie mogę się doczekać reakcji Dziecka!

A póki co obfociłam to cudo na szybko telefonem i spieszę się podzielić z Wami wrażeniami. Jest co pooglądać! Proszę bardzo:

steffie-duze-pion

steffie-tyl-pudelka

steffie-okladka-popiersie

steffie-trzyczwarte-przod

steffie-trzyczwarte-bokiem

steffie-trzyczwarte

steffie-nogi

steffie-buzia-prawy

steffie-buzia-lewyRzęsyyyy długie i podkręcone!

steffie-buzia-duzaLalka jest naprawdę cudowna…

steffie-butyOczywiście paznokietki pomalowane pod kolor pomadki. Poniżej zbliżenie na bransoletkę.

steffie-bransoletka

Nasza pierwsza Steffie 🙂 Piszę nasza, ale wiadomo, że kupiona Dziecku i będzie jej. Ja co najwyżej popatrzę sobie albo fotki popstrykam – oczywiście – kiedy Ona pójdzie spać 😉

%d blogerów lubi to: